Z jakiegoś powodu wszystko się popsuło za pomocą mnie.
Tak długo pracowałam nad obrazem siebie, a teraz inni nie chcą bym używała siebie w ich towarzystwie.
Ludzie chcą być pewni, że zanikam w ich pamięci. Chcą bym zniknęła. I mówię tu o tych, którzy uważali się za moich przyjaciół, a ja łapczywie łapałam ich za ręce by nie utonąć w długim dźwięku samotności.
Miałam bowiem nadzieję, że te ręce nigdy mnie nie puszczą i nie polecę w dół.
Kiedyś byłam ciężarem dla samej siebie, a teraz to inni muszą mnie dźwigać, nie pytani czy tego właśnie chcą.
Jestem błędem samej w sobie.
Przemijam w tej chwili.
Nie mam nastroju i osobowości poza językiem w, którym istnieję i przepadam, milcząc.
Nikt nie chce słuchać bo mój język nie służy do życia.
Jednak, gdy nie piszę to unikam samej siebie. Unikam marzeń, które coraz bardziej zacierają się, znikają, milkną, przechodzą w fazę nieobecności.
To już przerabiałam.
Potrzebę pisania do samej siebie, skoro nigdzie indziej mnie nie znajdziecie.
Moje pisanie nie nadaje się do mówienia.
Moje marzenia nie nadają się do spełnienia.
Ja sama nie nadaję się do życia.
czwartek, 31 lipca 2014
środa, 30 lipca 2014
Bezkształtny kolor smutku
Szarość egzystencji przygniata, ciąży, jak kosz pełen twardych, niedojrzałych jabłek. Jabłka wyślizgują mi się z rąk, nie dają się ugryźć, a nawet, jeśli się jakieś uda ugryźć, to kęsy stawają w gardle. Lepiej byłoby od razu je wyrzucić, nie dźwigać, nie próbować, poddać się.
Melancholia, jak garb przeznaczenia - przytłacza.
Pretensja nie odstępuje mnie na krok.
Beznadzieja karmi mnie codziennie, przy śniadaniu, na które przygotowuję płatki z mlekiem, na obiad, gdy jem zupę owocową, na kolację, gdy zajadam się świeżym chlebem.
Smutek jest ciemno-szary, gęsty i lepki.
Rośnie powoli.
Pnie się do góry, podobny do wiotkich kwiatów powoju, by następnie wejść łagodnie w nic nie przeczuwające oczy, a później głębiej...
Otacza serce.
Wypełnia ciało, jak chłodny strumień, zmieniając się w tysiące kryształków, mrożących szpilek i później już na kształt lodowego, szybko-rosnącego bluszczu wrasta w duszę.
Próby otrząśnięcia się z takiego szarego stanu są daremne, ponieważ brakuje źródła światła. Oczy karmione szarością, smutkiem i melancholią, przemieniają się w szkliste, płytkie jeziora, po których pływają szare łabędzie łez.
Melancholia niedługo zawładnie mymi dłońmi. Nie będę mogła znaleźć w sobie sił, by nimi poruszać.
Nad moim życiem panuje ten odcień szarości, który w spektrum znajduje swoje miejsce tuż przed czernią.
Czuję, że melancholia mojego serca i duszy drąży mnie i zabija. Wiem, że gdy przyjdzie chwila, kiedy nie będę miała w sobie żadnej iskierki nadziei na światło, utonę w smutku.
Często słychać plusk pływających szarych łabędzi smutku, które ciemność zamieniła w bezkształtny, czarny, dziwnie kojący dźwięk.
Ciężar staje się nie do zniesienia.
Mija czas.
W końcu zrobi się cicho.
Noc, bazaltowa, najciemniejsza, jaką moglibyście do tej pory widzieć, przyszła w jednej krótkiej chwili.
Chmura w sercu pęcznieje.
Oczy za bardzo bolą, żeby płakać.
Chcę by skończyły się łzy.
Melancholia, jak garb przeznaczenia - przytłacza.
Pretensja nie odstępuje mnie na krok.
Beznadzieja karmi mnie codziennie, przy śniadaniu, na które przygotowuję płatki z mlekiem, na obiad, gdy jem zupę owocową, na kolację, gdy zajadam się świeżym chlebem.
Smutek jest ciemno-szary, gęsty i lepki.
Rośnie powoli.
Pnie się do góry, podobny do wiotkich kwiatów powoju, by następnie wejść łagodnie w nic nie przeczuwające oczy, a później głębiej...
Otacza serce.
Wypełnia ciało, jak chłodny strumień, zmieniając się w tysiące kryształków, mrożących szpilek i później już na kształt lodowego, szybko-rosnącego bluszczu wrasta w duszę.
Próby otrząśnięcia się z takiego szarego stanu są daremne, ponieważ brakuje źródła światła. Oczy karmione szarością, smutkiem i melancholią, przemieniają się w szkliste, płytkie jeziora, po których pływają szare łabędzie łez.
Melancholia niedługo zawładnie mymi dłońmi. Nie będę mogła znaleźć w sobie sił, by nimi poruszać.
Nad moim życiem panuje ten odcień szarości, który w spektrum znajduje swoje miejsce tuż przed czernią.
Czuję, że melancholia mojego serca i duszy drąży mnie i zabija. Wiem, że gdy przyjdzie chwila, kiedy nie będę miała w sobie żadnej iskierki nadziei na światło, utonę w smutku.
Często słychać plusk pływających szarych łabędzi smutku, które ciemność zamieniła w bezkształtny, czarny, dziwnie kojący dźwięk.
Ciężar staje się nie do zniesienia.
Mija czas.
W końcu zrobi się cicho.
Noc, bazaltowa, najciemniejsza, jaką moglibyście do tej pory widzieć, przyszła w jednej krótkiej chwili.
Chmura w sercu pęcznieje.
Oczy za bardzo bolą, żeby płakać.
Chcę by skończyły się łzy.
wtorek, 29 lipca 2014
Tabula rasa
Jestem wciąż inna, lecz taka sama.
Żegluję w pustce, nieustająco potykając się o słowa. Nie wszystkie mają sens, a czasami są wręcz niepoprawne, nie odpowiednie do obrazu dnia.
Potykam się, krzyżując gesty, czasem myśli...
Wybiegając na przód, chcę złapać słońce, nie tylko dla siebie, ale i to czasem mi się nie udaje.
Moja koleżanka - Dorotka - od dziś wie, że jest chora. Ma białaczkę.
Odebrałam telefon od jej męża. Słowa uwięzione, nie umiały znaleźć ujścia. Potem ciche łzy.
Tabula rasa. Pusta kartka. Zapis milczenia.
Wpisuję własne uczucia w nierzeczywistość spoza.
Jesteśmy w zbyt różnych ramach okalających ciemność.
Ja jednak nie próbuję wytłumaczyć świata bo nie umiem.
Ślady sprzed są zmieszane z innymi. Ślady sprzed przetrwają by powrócić po.
Nic nie jest niewytłumaczalne niczym.
Jestem pewna, że wygrasz Dorotko.
Żegluję w pustce, nieustająco potykając się o słowa. Nie wszystkie mają sens, a czasami są wręcz niepoprawne, nie odpowiednie do obrazu dnia.
Potykam się, krzyżując gesty, czasem myśli...
Wybiegając na przód, chcę złapać słońce, nie tylko dla siebie, ale i to czasem mi się nie udaje.
Moja koleżanka - Dorotka - od dziś wie, że jest chora. Ma białaczkę.
Odebrałam telefon od jej męża. Słowa uwięzione, nie umiały znaleźć ujścia. Potem ciche łzy.
Tabula rasa. Pusta kartka. Zapis milczenia.
Wpisuję własne uczucia w nierzeczywistość spoza.
Jesteśmy w zbyt różnych ramach okalających ciemność.
Ja jednak nie próbuję wytłumaczyć świata bo nie umiem.
Ślady sprzed są zmieszane z innymi. Ślady sprzed przetrwają by powrócić po.
Nic nie jest niewytłumaczalne niczym.
Jestem pewna, że wygrasz Dorotko.
poniedziałek, 28 lipca 2014
Tęskno ta nie-możliwa
Powróciłam z podróży. Bilet nie był dobry, bo nie było wiele śmiechu.
Powróciłam, a ze mną powróciły myśli. Te niechciane myśli.
Znów nie chce mi się być sobą. Nie chcę swego ja. Chciałabym móc się oderwać.
Chciałabym być ptakiem, który powraca do gniazda po długiej podróży. Zawsze mile widziany, oczekiwany, kochany przez ludzi i wiosnę...
...Albo...
...Być rannym żołnierzem, którego witają domownicy z wielką tęsknotą, radością, tkliwością, miłością i ufnością. Nigdy nie zapytany ile złego uczynił...
... A to tylko marzenia...
Teraz jestem ja.
Ja i miejsca do, których powrotów już nie ma.
Ja i dym z popalonych mostów co drażni załzawione oczy.
Ja i czas co każe tęsknić.
I myśl.
Jedna mała myśl: Za późno.
Powróciłam, a ze mną powróciły myśli. Te niechciane myśli.
Znów nie chce mi się być sobą. Nie chcę swego ja. Chciałabym móc się oderwać.
Chciałabym być ptakiem, który powraca do gniazda po długiej podróży. Zawsze mile widziany, oczekiwany, kochany przez ludzi i wiosnę...
...Albo...
...Być rannym żołnierzem, którego witają domownicy z wielką tęsknotą, radością, tkliwością, miłością i ufnością. Nigdy nie zapytany ile złego uczynił...
... A to tylko marzenia...
Teraz jestem ja.
Ja i miejsca do, których powrotów już nie ma.
Ja i dym z popalonych mostów co drażni załzawione oczy.
Ja i czas co każe tęsknić.
I myśl.
Jedna mała myśl: Za późno.
sobota, 26 lipca 2014
Niewypowiedziany krajobraz
W krajobrazie ludzkich słów przeglądam się codziennie. W zapachu chwil jednak nie czuję radości z przebywania ze mną.
Mijam przechodniów, spoglądając na nich ukradkiem. Czuję się jak złodziej okradający ludzkie twarze.
Oglądam wystawy nieobecnym wzrokiem, szukając w nich czyjegoś odbicia. Łudzę się, że ktoś stanie obok, ze zrozumieniem wypisanym na swej twarzy. I powie... Jesteś potrzebna. Twoje życie ma sens.
Dziś jestem poza domem, w innym miejscu i czasie, lecz ludzie są ci sami. Mijam ich bezszelestnie i zza zapłakanych powiek chcę widzieć kogoś, kto mnie przytuli.
I widzę.
Widzę...
Widzę, gdy zasypiam.
Mijam przechodniów, spoglądając na nich ukradkiem. Czuję się jak złodziej okradający ludzkie twarze.
Oglądam wystawy nieobecnym wzrokiem, szukając w nich czyjegoś odbicia. Łudzę się, że ktoś stanie obok, ze zrozumieniem wypisanym na swej twarzy. I powie... Jesteś potrzebna. Twoje życie ma sens.
Dziś jestem poza domem, w innym miejscu i czasie, lecz ludzie są ci sami. Mijam ich bezszelestnie i zza zapłakanych powiek chcę widzieć kogoś, kto mnie przytuli.
I widzę.
Widzę...
Widzę, gdy zasypiam.
czwartek, 24 lipca 2014
Pociąg bez planu podróży
Koleje losu najczęściej jeżdżą bez rozkładu jazdy...
Koleje losu bywają szalone, wsiadając do tego pociągu - nie wracasz.
Siadając w przedziale nie znajdziesz drogi powrotnej.
Koleje losu nie mają jednakowej trasy, drogi są przeróżne...
Jutro wyjeżdżam na kilka dni, zapomnieć, zgubić się w czasie.
Koleje losu mają przeróżne bilety.
Jutro kupuję tylko ten najlepszy - na uśmiech.
Koleje losu bywają szalone, wsiadając do tego pociągu - nie wracasz.
Siadając w przedziale nie znajdziesz drogi powrotnej.
Koleje losu nie mają jednakowej trasy, drogi są przeróżne...
Jutro wyjeżdżam na kilka dni, zapomnieć, zgubić się w czasie.
Koleje losu mają przeróżne bilety.
Jutro kupuję tylko ten najlepszy - na uśmiech.
środa, 23 lipca 2014
Stop klatka
Stoję w oknie, widać tylko mój prawy profil, ciemne włosy - nieuczesane - jak myśli. Za oknem inne domy, bloki, inni ludzie. Na parapecie obok doniczki z kwiatkiem zeszyt, a w nim napisane: "Tęsknię" i nic więcej. Życie kręci kolejną scenę samotności.
Zbliżenie na ekran, napisy.
Wczuwam się bardzo bo wszystko przeżywam na nowo, na wskroś, boleśnie.
Postanawiam wyjść na zewnątrz, lecz życie z kamerą biegnie by kręcić dalej akt mojej samotności.
Ludzie są, lecz ich nie ma. Jestem niewidzialna.
Tylko dzieci, bawiąc się, wpadają raz po raz na wózek z kamerą.
Robią miny, wygłupiają się, jednak ja się wcale nie uśmiecham.
Chciałabym tylko by życie przestało kręcić. Chciałabym by nastąpił koniec filmu, zgasło czerwone światełko...
Stop klatka.
Ciche wspomnienie nie mnie.
Zbliżenie na ekran, napisy.
Wczuwam się bardzo bo wszystko przeżywam na nowo, na wskroś, boleśnie.
Postanawiam wyjść na zewnątrz, lecz życie z kamerą biegnie by kręcić dalej akt mojej samotności.
Ludzie są, lecz ich nie ma. Jestem niewidzialna.
Tylko dzieci, bawiąc się, wpadają raz po raz na wózek z kamerą.
Robią miny, wygłupiają się, jednak ja się wcale nie uśmiecham.
Chciałabym tylko by życie przestało kręcić. Chciałabym by nastąpił koniec filmu, zgasło czerwone światełko...
Stop klatka.
Ciche wspomnienie nie mnie.
wtorek, 22 lipca 2014
Telefon nie do usłyszenia
Roztargane myśli porywa wiatr wspomnień. Marzenia odbiera rzeczywistość. Ból krzyczy by wypuścić go wolno. A ja gonię to co jeszcze mi zostało, choć nie zostało mi prawie nic.
Poranek zwykły, szary, codzienny, a jednak coś się wydarzyło.
Dźwięk telefonu domowego przerywa moją medytacyjną udawalność istnienia dla nikogo.
- Tak słucham?
- Cześć Pestka! Czemu nie przyjechałaś do nas w tym roku? - słyszę rozczarowany głos Agaty.
Milczę bo co niby odpowiedzieć. - Dlaczego nie przyjechałaś?! Spróbuj na drugi rok, przecież musimy się spotkać! - Koleżanka widocznie nie wie co się ze mną dzieje i stara się wcisnąć kit jaka to niby jestem utęskniona przez zapomniane grono (nie)koleżanek z dawnych imprez z kategorii "było minęło".
- Kiedyś na pewno się spotkamy - odpowiadam, choć tego słowa "na pewno" nie słychać w moim głosie.
- Musisz przyjechać i już! A może spotkamy się w Bydgoszczy w grudniu tego roku?
- Nie wiem.
- Co Ty taka dziwna jesteś?
- A kiedy Ty ostatnio do mnie dzwoniłaś? Pytam bo już nie pamiętam... - mówię i odkładam słuchawkę bo nie widzę sensu by dalej ciągnąć tą niby-na niby -konwersacje.
Pibibim - pibibim.
SMS.
Ty to jednak dziwna jesteś. Nie rozumiem Ciebie. Wmawiasz sobie depresję byle tylko mieć jakąś wymówkę. Jak Ci się odwidzi - napisz. Zadzwonię. - Agata.
Nikt nie musi dzwonić bo po co? By słuchać moich wymówek, wymówek niby-na niby depresję.
Ludzie myślą, że problemy, które mają ludzie z takimi zaburzeniami, to żadne problemy. Myślą, że to wymówka, karta przetargowa z życiem, nic nieznaczący epizod.
Tylko skoro tak jest to dlaczego większość stawia krzyżyk nad istnieniem takich osób jak ja? Dlaczego wyrzuca się nas poza nawias społeczeństwa?
Przecież wystarczy wziąć pigułkę szczęścia zwaną antydepresantem i żyć tak jakby nic się w życiu nie stało.
Tylko dlaczego nie mogę znaleźć pracy, pojechać do sanatorium, być dla kogoś kimś?
Jeśli znasz odpowiedź na te pytania to zadzwoń do poradni "Telefon nie do usłyszenia".
Powodzenia.
Poranek zwykły, szary, codzienny, a jednak coś się wydarzyło.
Dźwięk telefonu domowego przerywa moją medytacyjną udawalność istnienia dla nikogo.
- Tak słucham?
- Cześć Pestka! Czemu nie przyjechałaś do nas w tym roku? - słyszę rozczarowany głos Agaty.
Milczę bo co niby odpowiedzieć. - Dlaczego nie przyjechałaś?! Spróbuj na drugi rok, przecież musimy się spotkać! - Koleżanka widocznie nie wie co się ze mną dzieje i stara się wcisnąć kit jaka to niby jestem utęskniona przez zapomniane grono (nie)koleżanek z dawnych imprez z kategorii "było minęło".
- Kiedyś na pewno się spotkamy - odpowiadam, choć tego słowa "na pewno" nie słychać w moim głosie.
- Musisz przyjechać i już! A może spotkamy się w Bydgoszczy w grudniu tego roku?
- Nie wiem.
- Co Ty taka dziwna jesteś?
- A kiedy Ty ostatnio do mnie dzwoniłaś? Pytam bo już nie pamiętam... - mówię i odkładam słuchawkę bo nie widzę sensu by dalej ciągnąć tą niby-na niby -konwersacje.
Pibibim - pibibim.
SMS.
Ty to jednak dziwna jesteś. Nie rozumiem Ciebie. Wmawiasz sobie depresję byle tylko mieć jakąś wymówkę. Jak Ci się odwidzi - napisz. Zadzwonię. - Agata.
Nikt nie musi dzwonić bo po co? By słuchać moich wymówek, wymówek niby-na niby depresję.
Ludzie myślą, że problemy, które mają ludzie z takimi zaburzeniami, to żadne problemy. Myślą, że to wymówka, karta przetargowa z życiem, nic nieznaczący epizod.
Tylko skoro tak jest to dlaczego większość stawia krzyżyk nad istnieniem takich osób jak ja? Dlaczego wyrzuca się nas poza nawias społeczeństwa?
Przecież wystarczy wziąć pigułkę szczęścia zwaną antydepresantem i żyć tak jakby nic się w życiu nie stało.
Tylko dlaczego nie mogę znaleźć pracy, pojechać do sanatorium, być dla kogoś kimś?
Jeśli znasz odpowiedź na te pytania to zadzwoń do poradni "Telefon nie do usłyszenia".
Powodzenia.
poniedziałek, 21 lipca 2014
Przestrzeń myśli
Niewypowiedziane myśli. Zamknięte. Tańczą w głowie.
Emocje i uczucia.
Chcą odfrunąć jak ptaki puszczone na wolność.
By nie czuć nic.
Lecz czuję ten ból, istotę mojego istnienia. Niechcianą. Ale jestem.
Ty też jesteś. Wiem o tym i nie zapomnę powiedzieć: dziękuję gdy nadejdzie pora odlotu moich czarnych ptaków, latających nad mym sercem. Przyczajonych by zranić do głębi.
Ma choroba to więzienie z przysłoniętym oknem.
W tym więzieniu nie ma widzeń oraz rozmów. Bo ludzie boją się rozmawiać.
Jednak to co piszę dociera do serc niektórych ludzi.
Wiem to.
I wiem też, że jest sens w tym by uwalniać litery spod nacisku klawiatury po to by pofrunęły w świat recenzji, jak białe gołębie naznaczające zrozumienie.
Gosia - świat recenzji sprawiła, że jesteście.
Dziękuję Wam z całego serca.
niedziela, 20 lipca 2014
Placek i kakao
Klik, klik, klik.
Dzięki Wam za obecność!
E-mail.
List pełen ciepła i zrozumienia, daje głaski i radochę!
Autorką jest Ania K.
Aż łzy w oczach stanęły ze wzruszenia.
Ktoś rozumie...
Chce.
Jest.
Blog.
6 obserwatorów.
Zaskoczenie!
I myśl: ktoś jednak chce czytać o temacie tabu.
Blogowanie ma sens.
Lubię to!
I tu też zaskoczenie.
Wchodzę na fanpage bloga, a tam już 12 polubień.
Kolejny dowód na to, że o takich problemach warto rozmawiać, że warto pisać, mówić, nie bać się.
No żę żę i tak bez końca to żę!
Żę po prostu warto.
Chciałam by ten blog był czytany, krytykowany, lubiany i masz ci babo placek!
Ale dobry ten placek!
A do tego kakao!
Bo-że mnie zatkało!
Dzięki Wam za obecność!
Ciumkam!
I idę pić...
...Herbatę.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)



